Marysia w kaloszach

o lesie, działce, wnukach i o tym, że po pięćdziesiątce życie się nie kończy

Wpis z 28 września 2026

Rok temu 15 km na grzybach. W tym roku nie wstałam z kolan przy prawdziwku. Pierwszy raz pomyślałam: zostanę kaleką, jak mama

Mam 57 lat i jestem babcią. Przez rok śmiałam się z sygnałów, które dawało mi kolano. Piszę, bo może któraś z Was śmieje się z nich teraz.

Maria klęczy w mchu przy stosie prawdziwków

Kochani, długo nic nie pisałam. Kilka z Was pytało w komentarzach, czy żyję i czemu nie ma zdjęć z lasu jak co roku. Żyję. Ale wesoło nie było i dopiero teraz mam siłę to opisać. Będzie długo, przepraszam, ale muszę to z siebie wyrzucić.

W sierpniu pierwszy raz w życiu pomyślałam, że zostanę kaleką. Tak jak moja mama. Gdybym nie usłyszała jednego zdania, które Wam niżej opiszę, pewnie już bym się z tym pogodziła. I nie, to nie była ani maść, ani tabletki, ani kolagen. Fizjoterapeutka powiedziała mi jedno zdanie i dopiero wtedy zrozumiałam, czemu przez rok nic nie działało.

Pamiętacie zeszły wrzesień? Te zdjęcia z dwoma koszami prawdziwków spod Suchedniowa? 15 km wtedy zrobiłyśmy z Krysią i Bożenką. Krysia jeszcze w aucie mówiła: „Marysia, ty masz zdrowie jak koń, nas wszystkie przeżyjesz”. Śmiałam się. Potem zrobiłam 40 słoików, pół bloku ode mnie dostało.

z Krysią i Bożenką, kosze prawdziwków

No właśnie. Zdrowie jak koń.

Zimą zaczęło mi strzelać w kolanie. W prawym. Jak wstawałam z fotela albo kucałam przy piekarniku. Zosia, wnuczka, się śmiała, że babcia skrzypi jak stara szafa. Ja też się śmiałam, ale szczerze mówiąc było mi głupio. Bo to takie... starcze. A ja się stara nie czuję. Wcale.

Potem poranki. Wstaję i pierwsze kroki do łazienki jak na drewnianych nogach. Musiałam się rozchodzić. Myślałam, że przewiało mnie na działce i przejdzie.

Na wiosnę klękanie. Przy grządkach na działce wstawałam z kolan, trzymając się płotu obiema rękami. I rozglądałam się, czy nikt nie widzi. Nikomu nie mówiłam. Nawet córce. Bo co, Maria, ta co zawsze pierwsza w lesie, teraz będzie narzekać na kolano?

wstaje z kolan przy grządce, trzymając się płotu

Mówiłam sobie: do sezonu przejdzie. Na grzyby na pewno pojadę.

Pierwsza sobota sierpnia

Po deszczach poszły pierwsze prawdziwki. Wstałam o czwartej, jak dziecko przed wycieczką. Pierwszy raz miała z nami jechać Zosia. Obiecałam jej, że pokażę jej moje miejsca z prawdziwkami. Kosz, nożyk, termos, kanapki z jajkiem.

Las zaczyna się tam od takiej skarpy. Zawsze zbiegałam pierwsza. Tym razem zsuwałam się z niej bokiem, trzymając się gałęzi, i już czułam, że coś jest nie tak.

Przeszłyśmy może kilometr i Zosia pierwsza wypatrzyła prawdziwka. Wielkiego, jak talerz. Chciałam jej pokazać, jak się go wycina, żeby grzybnia została. Uklękłam. I już nie wstałam.

Kolano stanęło. Jakby ktoś mi wbił śrubokręt pod rzepkę. Próbowałam podeprzeć się o drzewo i nic. Krysia z Bożenką podniosły mnie pod pachy. Jak staruszkę.

Zosia miała mój telefon, bo chciała zrobić zdjęcie prawdziwka. Zrobiła też mnie. Długo nie mogłam na to zdjęcie patrzeć.

Maria z koleżankami w karczmie po grzybach; koleżanki uśmiechnięte, Maria skwaszona

A potem zapytała cicho:

– Babciu, to ty już nie będziesz chodzić na grzyby?

Nie umiałam jej odpowiedzieć.

Resztę dnia przesiedziałam w aucie. Jak wróciły, Krysia dała mi garść swoich podgrzybków, żebym nie wracała z pustym. Wiem, że chciała dobrze.

A ja siedziałam w tym aucie i myślałam tylko o mamie. Mama ostatnie 10 lat przesiedziała w fotelu przy oknie. Najpierw kolana. Potem laska, potem balkonik, potem już tylko fotel. Pamiętam, jak patrzyła przez firankę na las za blokiem, do którego już nigdy nie doszła.

stare zdjęcie mamy w fotelu przy oknie, obok balkonik

I pierwszy raz w życiu pomyślałam: zostanę kaleką. Tak jak ona. I Zosia będzie mnie tak pamiętać. Babcia w fotelu przy oknie.

W domu zamknęłam się w łazience i ryczałam, żeby córka nie słyszała.

Lekarz

W poniedziałek poszłam do rodzinnego. Prześwietlenie, zwyrodnienie, „w tym wieku to normalne, proszę się oszczędzać”. Maść, tabletki i skierowanie na rehabilitację. Termin na NFZ? Za osiem miesięcy. Czyli po sezonie. Czyli w tym roku nic.

„Proszę się oszczędzać.” Mama też się oszczędzała. Dokładnie tak to się u niej zaczęło.

Smarowałam się tą maścią, aż cała łazienka śmierdziała. Tabletki brałam, aż mnie żołądek zaczął palić. Wieczorem termofor. Kolagen kupiłam za 140 zł, bo Bożenka poleciła. I co? Na godzinę lepiej, a rano to samo.

maść, tabletki, termofor, kolagen, opaski na stole

Byłam zła. Nikt mi przez rok nie powiedział, że grzeję źle. W aptece maść, u lekarza tabletki, a na NFZ czekaj osiem miesięcy. Każdy coś sprzedaje, a kolano sztywnieje.

Magda

fizjoterapeutka ogląda kolano Marii

Dwa tygodnie później Krysia przyprowadziła do mnie swoją bratanicę, Magdę. Ona jest fizjoterapeutką w Krakowie, akurat przyjechała na weekend. Pooglądała mi to kolano, posłuchała o maści i termoforze i mówi:

– Pani Mario, ciepło to jest dobra rzecz dla tego kolana. Tylko że pani ciepło w ogóle do niego nie dochodzi.

Nie rozumiałam. To jak, grzeję i nie grzeję? No to mi wytłumaczyła. Maść daje tylko takie uczucie ciepła na skórze, a w środku nic. Termofor jest gorący na początku, ale po paru minutach stygnie i zsuwa się, jak tylko się ruszysz. A kolano potrzebuje, żeby ciepło było cały czas, dookoła całego stawu i dłużej, żeby doszło głębiej, do mięśni. Bo jak mięśnie dookoła kolana są zimne i spięte, to ściskają staw jak w imadle, i stąd ta sztywność rano i ból przy klękaniu. Ciepło je rozluźnia, tylko musi tam dojść i trochę potrzymać. „Dlatego u nas w gabinecie pomaga, a w domu nie. U nas jest ciepło, masaż i kolano dobrze trzymane, a w domu ma pani termofor, co stygnie”.

Nie mogłam tego załapać, to wzięła kartkę z mojego notesu i mi narysowała. Zachowałam obie kartki, wklejam Wam, bo lepiej tego nie wytłumaczę:

kartka Magdy: gdzie dochodzi ciepło z maści, termoforu i opaski kartka Magdy: zimne mięśnie ściskają staw jak imadło

Czyli to nie wiek. Ja przez rok po prostu źle grzałam.

Zapytałam ją wprost: „Czy ja skończę jak mama?”. A ona na to: „Jak pani będzie się oszczędzać i czekać, to mięśnie będą coraz słabsze, a kolano coraz sztywniejsze. Jak pani je codziennie porządnie rozgrzeje i zacznie ruszać, to nie”.

Zapytałam jeszcze, czy zdążę w tym roku na grzyby. Zaśmiała się i pokazała mi na telefonie taką opaskę na kolano, której jej pacjenci używają w domu. Noom Knee Pro się nazywa.

Opaska

Nie będę udawać, myślałam, że to kolejny gadżet z internetu do szuflady. Mam już w szufladzie dwie opaski elastyczne i jakąś magnetyczną z telezakupów. Magda na to, że tamte tylko ściskają, a nie grzeją, więc robią połowę roboty. No i to mnie przekonało. Zamówiłam, bo można było zapłacić przy odbiorze, i pomyślałam, że najwyżej odeślę.

W środę był kurier. To jest opaska z takiego grubego materiału (neopren, jak w piankach do pływania), zakłada się ją na kolano i zapina na dwa szerokie rzepy. W środku grzeje i można ustawić od 40 do 60 stopni, pięć poziomów. Do tego wibruje jak masaż, są trzy tryby. I ściska kolano dookoła, ale przyjemnie, jakby ktoś je trzymał w rękach. Na pudełku pisało „Potrójna Metoda”: ciepło, masaż, ucisk. Po 20 minutach sama się wyłącza. Bez kabla, ładuje się jak telefon.

Maria przy kuchennym stole trzyma opaskę, obok karton i kabel

Pierwszego wieczoru założyłam ją przed telewizorem, na trzecim poziomie. I pierwszy raz od tygodni poczułam, że to ciepło idzie w głąb, a nie tylko po skórze. Po 20 minutach zgięłam nogę i nie było tego tępego oporu. Aż zawołałam córkę.

Maria na kanapie z opaską na kolanie

Czwartego dnia rano poszłam do łazienki i dopiero przy myciu zębów się zorientowałam, że nie musiałam się rozchodzić.

Po dwóch tygodniach (zakładałam rano i wieczorem) uklękłam na działce przy grządce i wstałam sama. Bez płotu. Może się śmiejecie, ale dla mnie to było coś wielkiego.

Po trzech tygodniach pojechałam do lasu sama, na godzinkę, na próbę. Uklękłam przy pierwszym podgrzybku. I wstałam. Stałam tam i płakałam jak głupia.

Sobota

I teraz najważniejsze. W zeszłą sobotę pojechałyśmy do lasu. Zosia też. Założyłam opaskę w aucie, jak jechałyśmy. Zeszłam ze skarpy przodem!!! Zrobiłyśmy jakieś 6 km, powoli, z przerwami na herbatę. Piętnastu jeszcze nie robię i nie wiem, czy będę, nie będę Wam ściemniać.

opaska na kolanie w aucie, w drodze do lasu

Przy starym dębie Zosia wypatrzyła prawdziwka i powiedziała: „Babciu, ten jest twój”. Uklękłam. Wycięłam go tak, żeby grzybnia została, tak jak jej obiecałam. I wstałam sama.

klęczy przy prawdziwku, obok Zosia

Wróciłam z pełnym koszem podgrzybków. I tym razem to ja dałam Krysi garść swoich 😊

A mama? Często o niej myślę. Ona nie miała swojej Magdy. Nikt jej nie powiedział, że można inaczej. Ja miałam szczęście.

Magda mówi, że u jej pacjentek jest podobnie: jak ktoś zakłada codziennie, to po dwóch, trzech tygodniach widać różnicę. Poczytałam też komentarze pod postami tej firmy i to nie tylko ja. Dwa, które mnie przekonały:

„Używam już czwarty tydzień, teraz rano i wieczorem po 15 minut.Jest dużo, dużo lepiej. Nie budzi mnie ból kolana.Jest łatwiej żyć !!!”

Barbara K.

„Mąż był sceptyczny do tego urządzenia ale przy stosowaniu przez miesiąc ból kolan zniknął i nawet robi codziennie po 6 km spaceru i bólu nie odczuwa czyli działa”

Teresa Z.

Kilka kolejnych wkleiłam Wam pod wpisem.

Nie piszę tego, żeby komuś coś wciskać. Piszę, bo wiem, że dużo z Was, co mnie czytacie, jest w podobnym wieku i pewnie też myślicie: „to nic, przejdzie”. Ja tak myślałam prawie rok. Nie róbcie jak ja.

Piszę to teraz, a nie w zimie, bo sezon jeszcze trwa. Grzyby będą do połowy października, a jak popada, to i dłużej. Magda mówiła, że im dłużej kolano jest sztywne i oszczędzane, tym bardziej mięśnie słabną i potem trudniej to rozruszać. U mamy nikt tego w porę nie zatrzymał. Szkoda każdego tygodnia. Albo zrobicie coś teraz, albo kolejny sezon przesiedzicie w aucie, tak jak ja. A potem przy oknie.

Ściskam Was mocno,
Maria

P.S. Kilka osób pytało na Messengerze, skąd mam opaskę. Zamawiałam tutaj. Teraz jest w promocji, 299 zł zamiast 549 zł, a dwie są za 499 zł. Ja wzięłam dwie, bo Krysia też chciała, i wyszło po 249,50 zł za sztukę. To jest proste: klikacie, wybieracie jedną albo dwie, płacicie kurierowi przy odbiorze, nic się nie dopłaca. Przyszła z Polski na drugi dzień. Zakładacie wieczorem przed telewizorem na 20 minut i tyle. Gwarancja 4 lata.

Tylko uwaga, Magda mówiła, że to nie jest dla każdego. Jak ktoś ma świeży uraz, kolano gorące i spuchnięte, otwartą ranę, rozrusznik albo jest w ciąży, to nie. Reszcie mówi, żeby spróbować.

Ja to sobie tak policzyłam: jedna prywatna wizyta u fizjoterapeuty to 150–200 zł, a tu mam to codziennie w domu, rano i wieczorem. A jak nie pomoże, to jest 90 dni na zwrot, nawet jak się używało, i pieniądze wracają. Czyli ryzyka żadnego. Na stronie pisało, że promocja jest do wyczerpania zapasów, więc nie wiem, jak długo jeszcze będzie ta cena. Jak ktoś się zastanawia, to ja bym nie czekała 😊

Sprawdź, czy promocja jeszcze trwa →

Komentarze (47)

Grażyna W.

Marysiu, popłakałam się przy tym prawdziwku i przy Twojej mamie. Moja mama ma tak samo, już drugi rok nie była na grzybach, a zawsze jeździła z tatą. Pokażę jej to.

Maria · Grażynko, niech mama spróbuje, naprawdę. Ja też nie wierzyłam. Buziaki dla mamy!

Ewa K.

Teściowa skończyła dokładnie tak, w fotelu przy oknie. A moja mama zaczyna tak samo, też się ciągle „oszczędza”. Zamówiłam dziś dwie, dla niej i dla siebie.

Maria · Ewo, dobrze robisz. Póki chodzi, jest o co walczyć ❤️

Jolanta B.

Kupiłam ...to naprawdę działa wstaję bez bólu .i chodzę bez bólu i śpię bez bolu

Anna B.

Używam od tygodnia,pożnym popoludniem .Trudno zauwazyc poprawę,ale nieprzerwanie spię 7 godzin,nie szukam dogodnej pozycji do ulozenia kolan,rano sztywnosc kolan mniejsza.Zdecydowanie dobry zakup

Krystyna M.

No to ja Ci te podgrzybki oddaję z nawiązką, Marysiu 😂 W przyszłym roku 15 km, zobaczysz!

Maria · Krysiu, trzymam za słowo!!!